Ten post to nieco odgrzewany kotlet, ale zasługuje na umieszczenie na blogu. Na przełomie stycznia i lutego 2008 odbyliśmy z Marta nieco opóźnioną podróż poślubną. Planowaliśmy lecieć do Kenii jednak zamieszki które trwały tam w tym czasie zmieniły kierunek naszej wyprawy. W ten oto sposób trafiliśmy do Wenezueli. Po dwunastu godzinach lotu (w tym godzina spędzona na Azorach) dotarliśmy do Porlamar na wyspie Margarita. Po skrupulatnej ciągnącej się w nieskończoność odprawie (pan w okienku ogląda ...

